Nocna konfrontacja studenta mającego na sumieniu morderstwo z enigmatycznym marynarzem otwiera przestrzeń dla wielopiętrowej opowieści, oscylującej wokół wspomnienia i fantazji. Ich rozmowa, osadzona w przestrzeni sugerującej Polskę, odsyła do formuły znanej z „Ubu króla”, sytuując akcję na pograniczu konkretu i umowności. Czarno-białe partie ramy kotwiczą potok barwnych wspomnień, snujących się przez odległe porty i epizody, w których czas oraz przestrzeń tracą swoją ciągłość. Narracja rozwija się poprzez powtórzenia i przesunięcia znaczeń, „w oparach lepszych fajek, w oparach wódki”, podważając wiarygodność samego aktu opowiadania. Jednocześnie całość otwiera się na odczytanie jako historia wygnania i utraty, naznaczona doświadczeniem emigracji i cieniem przemocy politycznej, przywołującym kontekst Chile – ojczyzny reżysera – po zamachu stanu.
Wydarzenie towarzyszące: prelekcja filmoznawcza Tomasza Poborcy
Kopia dzięki uprzejmości INA (Institut national de l'audiovisuel).
reżyseria: Raúl Ruiz
produkcja: Francja, Portugalia
rok produkcji: 1983
czas trwania: 117 minut
Seans towarzyszący:
Popiół i diament (1958, reż. Andrzej Wajda)
Trzy korony marynarza (1983, reż. Raúl Ruiz)
1958, styczeń
(…) Miejsce akcji: akcja rozgrywa się w przeważającej większości w restauracji i hotelu „Monopol” w jakimś powiatowym mieście (150-200 tysięcy mieszkańców). „Monopol” nie jest budynkiem zaprojektowanym i wykonanym jako jedna funkcjonalna całość; składa się z szeregu połączonych ze sobą wnętrz. Czas ich powstania jest różny. Przerobione z budowanych w innym celu pomieszczeń, wnętrze „Monopolu” robi smutne wrażenie, starzyzny i zaniedbania, któremu nie zbywa jednak na prowincjonalnym luksusie. (…)
Plener: ponieważ niepotrzebne jest jakieś specjalne znane miasto, a wręcz odwrotnie – ma to być jakieś w ogóle miasto powiatowe w środkowej Polsce, myślę, że zdjęcia plenerowe można wykonać z powodzeniem na ulicach Łodzi, która w niczym, jeżeli idzie o fragmenty, nie różni się od tego rodzaju miast.
1962, niedatowany
(…) Film idzie dziś w dwóch kierunkach: 1. Pokazać w sposób najgwałtowniejszy, ale i prawie dokumentalny zjawiska, które nas otaczają, bez ich definitywnego rozwiązania. 2. Zdobyć dla filmu nowe tereny psychicznych doznać człowieka. Nadążyć za nowoczesną literaturą.
W jednym i drugim przypadku chodzi o zniszczenie tradycyjnego opowiadania, tej historyjki z klocków, które tak dobrze do siebie przylegają. Te dwie linie się nie stykają i nawet nie zbliżają do siebie, chociaż próba Hiroszimy… musi być odnotowana – to było na pewno nieudane. Do pierwszego worka trzeba wstawić i Felliniego, i Czuchraja, i Bergmana – tu znalazłby się też Popiół i diament. Ogólnie biorąc, filmy te starają się zmusić widza do zajęcia jakiejś postawy i do zauważenia pewnych faktów, które są, istnieją. Wszystkie chwyty i pomysły służą tylko do gwałtowniejszego zaatakowania widza i nie mają samodzielnej funkcji poszukiwawczej.
Ten drugi rodzaj filmu właściwie jeszcze nie istnieje. Może to będzie Marienbad… (którego nie widziałem) i może Tak długa nieobecność. Tu znajdzie się też cała krótkometrażowa awangarda. Niestety, jak dotychczas nie udało się tym filmom wyjść poza odkrycia poczynione w czasach prawdziwej awangardy filmowej w okresie niemym, jak Złoty wiek czy Pies andaluzyjski Bunuela.
Jakie jest w tym moje miejsce? Polska leży dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek na granicy dwóch światów. Innego tematu dla nas nie ma.
źródło: Andrzej Wajda, Notesy 1946-2016. Wybór, red. T. Lubelski, A. Morstin, Wyd. Universitas, Kraków 2024.