EC1 Łódź - Miasto Kultury

A -

A +

Kontrast

Wyszukaj

Kup bilet

MENU

Nocne niebo nad Łodzią - maj 2026

Można powiedzieć, że maj w kalendarzu obserwatora kosmosu, jest ostatnim dzwonkiem do podziwiania wiosennego nieba bez przeszkód. Pod koniec miesiąca pojawią się już białe noce, a podczas nich nasze obserwacje będą znacznie utrudnione przez zbytnie zaświetlenie nieboskłonu. Potrwają one niemalże do końca lipca, natomiast teraz, przez większą część maja możemy cieszyć się jeszcze dostatecznie ciemnym, nocnym niebem.

Głównym przewodnikiem po wiosennej części nieba jest chyba najbardziej rozpoznawalny kształt na całej sferze niebieskiej - asteryzm Wielkiego Wozu. Jest to nieformalny fragment gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy. Wielka Niedźwiedzica nie jest jednak wcale gwiazdozbiorem wiosennym. Znajduje się na tyle blisko północnego bieguna niebieskiego (punktu na sferze niebieskiej, położonego dokładnie nad północnym biegunem Ziemi), że na naszych szerokościach geograficznych nigdy nie zachodzi. Przez cały rok, niezależnie od pory roku, możemy podziwiać ją tak samo dobrze. Takie gwiazdozbiory nazywamy niezachodzącymi lub okołobiegunowymi. W każdym bądź razie, to właśnie Wielki Wóz okazuje się być najbardziej przydatnym układem gwiazd do zlokalizowania gwiazdozbiorów wiosennych.

 

Gdy wyobrazimy sobie, że dyszel Wielkiego Wozu sięga o wiele dalej niż w rzeczywistości i przeciągniemy w myślach jego łukowaty kształt tak daleko, aż trafimy na pierwszą, naprawdę jasną gwiazdę, to odnajdziemy najjaśniejszą gwiazdę wiosenną – Arktura.

Arktur (Alfa Bootis) to pomarańczowy olbrzym, gwiazda, która wyczerpała już swoje wodorowe paliwo w jądrze, a więc opuściła ciąg główny (najbardziej stabilny etap w życiu gwiazd) i puchnie, pnąc się po gałęzi olbrzymów, ku coraz chłodniejszym, czerwonym barwom, gdyż jego temperatura powierzchniowa spada.

 

Arktur najbardziej zastanawia naukowców ze względu na swój specyficzny ruch własny. Bardzo szybko porusza się on po sferze niebieskiej względem innych gwiazd. Oczywiście mówiąc „bardzo szybko” mamy na myśli skalę kosmiczną. W ciągu naszego życia nie zobaczymy ruchu własnego Arktura, natomiast w porównaniu z historycznymi obserwacjami widać, że znacznie zmienił on swoje położenie na niebie. Okazuje się, że gwiazdy wcale nie są całkowicie nieruchome na firmamencie, tak jak dawno temu uważano. Każda z nich, tak jak każdy inny obiekt kosmiczny, porusza się w przestrzeni, a tym samym zmienia delikatnie położenie na niebie. Nie widzimy tego ale kształty gwiazdozbiorów bardzo powoli się „rozjeżdżają”. Zmiany te są jednak na tyle małe, że z reguły potrzeba tysięcy lat by zobaczyć zauważalną różnicę. Wszystkie gwiazdy, które widzimy nocą na niebie należą do naszej Galaktyki, która obraca się wokół własnej osi. Tak więc gwiazdy obiegają galaktyczne centrum. Ich prędkości nie są jednak równe. Dodatkowo, gwiazdy, które znajdują się bliżej nas, będą zdawały się szybciej przesuwać na naszym niebie niż te położone dalej. Arktur rzeczywiście jest dość bliską gwiazdą od Słońca, gdyż oba te obiekty dzieli odległość mniej więcej 37 lat świetlnych, co w skali kosmicznej można nazwać najbliższym galaktycznym sąsiedztwem. Mimo to Arktur i tak przemieszcza się po niebie zbyt szybko w porównaniu z innymi, bliskimi gwiazdami. Po przeanalizowaniu ruchu Arktura w Drodze Mlecznej, naukowcy zauważyli, że także jego tor znacznie różni się od orbit innych gwiazd. Arktur ma znacząco nachyloną orbitę względem płaszczyzny Galaktyki.

 

To jednak nie wszystko, także skład chemiczny Arktura znacznie odbiega od składu chemicznego innych gwiazd galaktycznego dysku. Arktur jest gwiazdą ubogą w metale, czyli pierwiastki cięższe od wodoru i helu (nomenklatura astronomiczna). Jest też gwiazdą stosunkowo starą, jej wiek szacuje się na około 7 miliardów lat. Takie gwiazdy, nazywane gwiazdami II populacji, nie występują raczej w dyskach galaktyk, a jedynie w ich jądrach i halo galaktycznych. To tym bardziej potwierdza, że Arktur raczej nie powstał w naszej okolicy, a jest przybyszem z dalszych rejonów kosmosu. Podobne cechy ma też kilka innych gwiazd, których ruch własny jest zgodny z ruchem Arktura. Wspólnie nazywa się je strumieniem Arktura. Obecnie uważa się, że gwiazdy strumienia Arktura są pozostałością po dawnej gromadzie kulistej lub galaktyce karłowatej, pochłoniętej przez Drogę Mleczną.

 

Gdy odnajdziemy już Arktura, odnajdziemy tym samym pierwszy wiosenny gwiazdozbiór – Wolarza (łac. Bootes). Wolarz, czyli opiekun wołów, przedstawia prawdopodobnie swego rodzaju rolnika. Historia tego gwiazdozbioru nie jest do końca znana, ale być może mocno wiąże się z jego położeniem na niebie w sąsiedztwie Wielkiego Wozu. Kształt tego asteryzmu nie w każdej kulturze był kojarzony z wozem. W niektórych częściach świata przedstawiał on siedem wołów, stąd być może wolarz mógł być ich pasterzem. Kształt gwiazdozbioru Wolarza przypomina latawiec, o klasycznym, lekko wykrzywionym kształcie deltoidu, w którym Arktur stanowi najbardziej wysunięty, dolny wierzchołek. Nazwa Arktur pochodzi z języka starogreckiego i oznacza w przybliżeniu „strażnika niedźwiedzi”, co może mieć związek z położeniem tej gwiazdy na sferze niebieskiej tuż za gwiazdozbiorami Wielkiej oraz Małej Niedźwiedzicy.

Na zachód (na prawo), od Wolarza i Arktura, w dobrych warunkach obserwacyjnych, pod ciemnym niebem, zobaczymy pewne wyraźne zagęszczenie „drobnych gwiazdek”. Swoim kształtem będzie ona przypominało grecką literę lambda. To Gromada Warkocza (Melotte 111), będąca gromadą otwartą, czyli zgrupowaniem młodych gwiazd, które powstały we wspólnym sąsiedztwie. Żywot gromad otwartych nie jest zbyt długi, gdyż powiązania grawitacyjne między takimi gwiazdami nie są zbyt silne. Po czasie rozchodzą się one po przestrzeni kosmicznej, więc gromady otwarte to raczej formacje nietrwałe. Młode gwiazdy spotyka się natomiast jeszcze właśnie w takich zgrupowaniach, z racji tego, że gwiazdy zawsze rodzą się grupowo w olbrzymich obłokach kosmicznego gazu i pyłu, zwanych mgławicami. Gromada Warkocza jest jedną z bliższych gromad otwartych od Ziemi, stąd też zajmuje tak duży obszar na naszym niebie i możemy podziwiać ją nieuzbrojonym okiem. Przez lornetkę dostrzeżemy trochę więcej gwiazd gromady, przez co jej kształt będzie już zupełnie inny i bardziej może przypominać nam kanciastą, przechyloną literę „U” lub „W”.

Gromada Warkocza wskazuje nam na niebie, niezbyt dobrze widoczny gwiazdozbiór wiosenny - Warkocz Bereniki (łac. Coma Berenices). Z dala od sztucznego zaświetlenia jest to piękny obszar nieba, dzięki zjawiskowej gromadzie Melotte 111. Niestety na obszarach miejskich nie dostrzeżemy tam zbyt wiele, gdyż w tym gwiazdozbiorze nie ma żadnej gwiazdy o znaczącym blasku.

 

Warkocz Bereniki to gwiazdozbiór o staroegipskich korzeniach. Przedstawia on włosy królowej Egiptu – Bereniki II, która złożyła je w ofierze bogini Afrodycie, aby jej mąż Ptolemeusz III szczęśliwie wrócił z wyprawy wojennej. Niestety włosy zniknęły ze świątyni, prawdopodobnie w wyniku kradzieży. Sytuację postanowił załagodzić nadworny astronom Konon z Samos, który powiedział, iż Afrodyta była tak zadowolona z daru, że postanowiła umieścić włosy na niebie pod postacią gwiazd. W ten sposób stworzyła się geneza gwiazdozbioru Warkocza Bereniki.

Po drugiej stronie od Wolarza, na wschód (na lewo), zobaczymy z kolei bardzo ładny, dość przykuwający uwagę układ gwiazd. Mowa o gwiezdnym łuku, przypominającym misę lub uśmiech, będącym kształtem gwiazdozbioru Korony Północnej (łac. Corona Borealis). Przedstawia on ślubny wieniec mitologicznej królewny kreteńskiej - Ariadny.

Łuk Korony Północnej tworzony jest przez siedem dość jasnych gwiazd, jednak co ciekawe, czasem pojawia się w nim też ósma gwiazda, porównywalna swym blaskiem do najjaśniejszej w tym gwiazdozbiorze gwiazdy Alphecca (α CrB) . Nazywa się ona T Coronae Borealis (T CrB). Litera „T” jako przedrostek w nazwie gwiazdy informuje nas, że mamy do czynienia z gwiazdą zmienną (konkretnie trzecią odkrytą zmienną w danym gwiazdozbiorze), czyli taką której blask ulega znaczącym zmianom w czasie. T Coronae Borealis jest gwiazdą zmienną fizycznie, wybuchową, kataklizmiczną. Oznacza to że zmienia ona swoją jasność na skutek procesów zachodzących na powierzchni samej gwiazdy, konkretnie nagłych, gwałtownych erupcji, podczas których część materii jest wyrzucana w przestrzeń kosmiczną. Tego typu obiekty nazywane są nowymi, gdyż dawno temu, gdy w efekcie pojaśnienia takiego obiektu, na niebie pojawiał się nowy, świetlisty punkcik, ludzie myśleli, że powstała nowa gwiazda. W rzeczywistości tak nie było. Gwiazda była w tamtym miejscu cały czas, jednak jej blask był zbyt mały by można było ją dostrzec okiem nieuzbrojonym. Podczas wybuchu jasność takiej gwiazdy znacząco wzrastała.

 

Skąd jednak biorą się takie gwiazdy wybuchowe? Okazuje się, że T Coronae Borealis to w rzeczywistości układ podwójny gwiazd. W jego skład wchodzi czerwony olbrzym, czyli duża, chłodna gwiazda, która jest już na schyłkowym etapie swojej ewolucji oraz biały karzeł – pozostałość po gwieździe mało masywnej, która zakończyła już swoje życie. Gwiazdy pod koniec swojego życia zazwyczaj puchną, a ich temperatura powierzchniowa spada, dlatego stają się czerwonymi olbrzymami. Gdy czerwony olbrzym w tym układzie spuchł tak bardzo, że wypełnił i przekroczył swoją powierzchnię Roche’a, jego materia zaczęła swobodnie przepływać do białego karła. Powierzchnia Roche’a to obszar grawitacyjnej dominacji gwiazdy w układzie podwójnym. Po jego przekroczeniu, materia takiej gwiazdy może przepływać do towarzysza bez konieczności uzyskania dodatkowej energii. Tak też dzieje się w tym przypadku. Kiedy na białego karła opadnie już zbyt dużo materii, dochodzi do wybuchu termojądrowego na jego powierzchni. To właśnie ten wybuch sprawia, że zaczynamy widzieć okiem nieuzbrojonym „nową” gwiazdę na naszym niebie.

 

T Coronae Borealis jest nową powrotną. Oznacza to, że wybuchy w tym układzie powtarzają się. Ostatnia taka eksplozja została zaobserwowana 1946 roku. Poprzednia w roku 1866. Prawdopodobnie wcześniej też miały już miejsce takie obserwacje w latach 1787 oraz 1217. Wychodziłoby więc na to, że pojaśnienie T Coronae Borealis ma miejsce co około 80 lat i wypadałoby teraz na rok 2026, a więc rok obecny. Nie możemy wymagać oczywiście od gwiazdy idealnej regularności ale z dużym prawdopodobieństwem, będziemy mieli niedługo okazję do obserwacji zjawiska nowej na niebie. Będzie ono prezentowało się dla nas jako pojawienie się „nowej” gwiazdy, widocznej okiem nieuzbrojonym w konstelacji Korony Północnej, w pobliżu gwiazdy Epsilon Coronae Borealis (ε CrB). Zjawisko to będzie widoczne przez kilka dni. Mamy teraz na to świetny czas, gdyż Korona Północna, wiosną i w jej okolicach, jest widoczna ponad horyzontem nocą.

 

Co ciekawe naukowcy przewidują zbliżający się wybuch nowej T Coronae Borealis już od kilku lat, gdyż w roku 2023 jasność tego układu znacząco spadła, po uprzednim wzroście jasności w 2015 roku. Podobna sytuacja miała miejsce na krótko przed wybuchem z 1946 roku. Póki co jednak to wydarzenie pozostaje jeszcze cały czas przed nami.

Dodatkowo, w maju mamy możliwość dogodnych obserwacji Jowisza i Wenus. Jowisz wieczorem będzie znajdował się po zachodniej stronie nieboskłonu, w gwiazdozbiorze bliźniąt. Blask tej planety jest na tyle duży, że bez problemu odnajdziemy ją na nocnym niebie. Będzie się znacząco wyróżniać na tle otaczających gwiazd. Jowisz jest czwartym co do jasności obiektem na niebie, po Słońcu, Księżycu i Wenus.

Jeszcze jaśniejsza Wenus także jest dla nas aktualnie dobrze widoczna. Zobaczymy ją wczesnym wieczorem, tuż po zachodzie Słońca, nad zachodnią częścią linii horyzontu, na jeszcze jasnym niebie. Nie będzie to jednak w niczym przeszkadzać, gdyż blask Wenus bez problemu przebije się przez rozświetlone spod horyzontu, błękitne niebo. Wenus z racji swojej bliższej pozycji względem Słońca w Układzie Słonecznym niż Ziemia, na naszym niebie też zawsze ma pozycję bliską Słońcu. Dlatego Wenus z reguły obserwujemy na jeszcze nie do końca ciemnym niebie.

W tym miesiącu będziemy mieli też okazję podziwiać, aż dwie pełnie Księżyca. To dość rzadka sytuacja, gdyż z reguły na miesiąc kalendarzowy przypada dokładnie jedna pełnia. Druga pełnia w tym samym miesiącu nazywana jest pełnią niebieskiego Księżyca i występuje ona średnio raz na 2,7 roku.

 

Szóstego maja będzie mieć także miejsce maksimum aktywności Eta Akwarydów – roju meteorów z radiantem na pograniczu gwiazdozbiorów Wodnika i Ryb. Co prawda te gwiazdozbiory wschodzą praktycznie razem ze Słońcem, ale rój eta Akwarydów ma dość wysoką aktywność (ZHR ≈ 60), więc można spróbować wypatrzeć jakieś meteory tego roju nad ranem. Mogą one bardzo ciekawie wyglądać, gdyż będą stwarzać wrażenie jakby wylatywały spod wschodniej części linii horyzontu i leciały w stronę zenitu.

 

Tak więc maj prezentuje się bardzo ciekawie i obiecująco jeśli chodzi o obserwacje nocnego nieba. Warto skorzystać z tej okazji i spojrzeć w górę!

 

 

Autorka: Marta Sztajnykier