EC1 Łódź - Miasto Kultury

A -

A +

Kontrast

Wyszukaj

Kup bilet

MENU

PRODUKT WYSTAWOWY

Lorem ipsum

Osiedle Swoboda (Freedom Estate)

Witaj w krainie podpasków, osobo zwiedzająca! Podpaski to nieodłączny element estetyki Produktu, towarzyszą lekturze magazynu od pierwszego numeru z grudnia 1999. To rodzaj dodatkowego komentarza do czytanego komiksu. Bywa anegdotą, żartem, ciekawostką, kulturalnym poleceniem, niekulturalnym poleceniem, szczerym pozdrowieniem lub wbiciem szpili prosto w źrenicę. Zazwyczaj pisane tuż przed oddaniem numeru do druku przez rednacza periodyku – Śledzia. Czyli symulacji miejsca, gdzie powstały numery magazynu, w których zadebiutował np. Kamil „Kurt” Kochański z Gangstą. A wy, drodzy zwiedzający, cieszcie się, że owa symulacja nie zawiera także zapachów, które nam w Studiu Bonin towarzyszyły w czasie tworzenia. mnie. Tak, to ja do Was stukam.

Powrót do menu ↑

Osiedle Swoboda (Freedom Estate) pt. II

I od razu problem, bo o Osiedlu Swoboda, które wisi tu i tam, napisano już zbyt wiele, żeby kogokolwiek zaskoczyć. Częściowo autobiograficzny, pisany i rysowany na bieżąco nieuczesany fabularyzowany dokument z przełomu wieków i życia ówczesnych 20-latków, który wyprzedził podobne zjawiska w prozie i kinie, mieszający gatunki od komedii do horroru z domieszką realizmu magicznego? No tak.

Powrót do menu ↑

Humour Section

Nóżka humorystyczna była silna w Produkcie. Żart, przyznaję bez bicia, bywało że natury tłustszej, był intencjonalną wkładką w większości serii, nawet tych, które z trudem dałoby się zaszufladkować jako komiksy humorystyczne...

Powrót do menu ↑

Humour Section pt. II

Od „filozofii ławeczki” Michała „Bizona” Lasoty, którą znajdziemy w każdym komiksie tego autora, gdzie śmiejemy się do chodnika czy innego prefabrykatu, przez radosną cartoonowość Marka Lachowicza i jego Człowieka Paroovki, twórczość Adama „Gajosa” Gajewskiego, twórcy Zdzicha i Wujasa, którym towarzyszyliśmy od przysięgi w jednostce do śledztwa w sprawie zabójstwa kury Misiarka, luźnego Jeża Jerzego, kręcącego deseczką bączki na opływowych pałach skinheadów, depresję dziecięcych bohaterów Cichego Kącika KRL-a po Wilqa Bartosza i Tomasza Minkiewiczów, największego frustrata kraju, lśniącego od debiutu na łamach „Produktu” jak biel w telewizorach z HDR.

Powrót do menu ↑

Humour Section pt. III

Dodajmy do mikstury tytanów czarnej krechy, laureatów spraw, naganiaczy splendoru: Ernesto Gonzalesa i FiLa i mamy skład wymarzony, już przyprawiony.

Powrót do menu ↑

Action Section

Pisane akurat przeze mnie komiksowe akcyjniaczki w „Produkcie” były twórczym, soczystym całusem wysłanym… Niespodzianka! Zupełnie nie w kierunku akurat tego gatunku komiksu, ale kina klasy B. Tego kasetowego, wypożyczanego, z mniejszym budżetem wymuszającym pomysłowość, z gatunków, które raczej omijają nagrody, nie licząc tej za efekty specjalne. Tak powstały Dren (z rysunkami Filipa Myszkowskiego) oraz Gangsta i Gudrun (obie serie narysowane przez Kamila „Kurta” Kochańskiego).

Powrót do menu ↑

Action Section pt. II

Akcyjniaczek bywał i komiksem tworzonym, żeby się wyżyć. Emilia, Tank i Profesor Filipa Myszkowskiego to seria wyrosła z komiksowej szajby, ćwiczenia bicka, miłości do Lobo, radości rysowania flaków i skomplikowanych obliczeń dynamiki juchy w kadrze. Shinear zakiełkował na fascynacji nową falą twórców, publikującą na przełomie wieków na amerykańskim rynku (jak Skottie Young, Eric Canette, Bachalo) i próbą uchwycenia „tego” konturu!

Powrót do menu ↑

Action Section pt. III

Josephine i Toshiro Clarence’a Weatherspoona (koszykarza, ukrywającego się pod pseudonimem Janusz Pawlak), jedne z najbardziej dojrzałych warsztatowo serii w magazynie, doczekały się zbiorczych albumów, a Pierwszy Mechaniczny Człowiek zawędrował za ocean, gdzie Toshiro wydało Dark Horse.

Powrót do menu ↑

Journalism / Features

Do chłopaków piszących: Krzysztofa Mirowskiego, Łukasza Chmielewskiego, Piotra Mirskiego i naszych gościnnych autorów: nie wiem, czy znajdzie się miejsce na ten podpasek, jeśli tak – to krótki. Niech na nim stanie, że świetną robotę zrobiliście, przedstawiając naszym czytelnikom w przed-szerokopasmowych czasach crème de la crème komiksu, kina, muzyki i gier! Rozwijaliście bańki!

Powrót do menu ↑

The Acid Zone

Strefa Kwasu powstała w poznańskim Studiu Bonin. Było późno, nadymione, nasmrodzone, siedziało nas wielu w salonie z wielkiej płyty, Rafcio zjechał z Sopotu, narysował ludka, prychnęliśmy i tak powstał nowy dział magazynu.

Powrót do menu ↑

About Produkt

7. Przygotowanie tak potężnej ekspozycji a szczególnie części o samym magazynie i tworzących go ludziach wymagało zanurkowania w naprawdę głębokie archiwa, nawet sprzed ponad 25 lat, z czasów kompletnie analogowych. Tak, wygodnie jest mieć wszystko dostępne po jednym, dwóch kliknięciach na odpowiedni folder, ale to nie była ta sytuacja. Wdziałem skafander jak z gry J-RPG i zszedłem głęboko na dno skrzyni, w której trzymam rozpadające się papierowe teczki z archiwami magazynu. Nie zaglądałem do nich od lat, naprawdę nie wiedziałem czego się spodziewać. W pamięci miałem jedynie materiały, dotyczące pierwszych czterech numerów przekazane mi przez Martineza w 2020 roku (dyskietki, niektóre listy) przy okazji współpracy w temacie animacji do pewnej gry.

Powrót do menu ↑

About Produkt pt. II

Myślę, że emocje towarzyszące mi podczas przeglądania tych archiwów odpowiadają temu, co teraz czujecie, drogie osoby zwiedzające. Czułem się, jakbym oglądał te projekty okładek, rysunki, kserówki po raz pierwszy, rozrzucone puzzle wspomnień wskakiwały na swoje miejsce, wróciły twarze, sytuacje, czasem wręcz zapachy (raczej smrodki). Zaczęło powoli dochodzić do mnie, że to co z ekipą zrobiliśmy w ciągu kilku lat w klasycznych 23 numerach to była jakaś, niewyobrażalna dla starszego mnie, gigantyczna robota. Jednak młodość ma swoje przywileje, zagina czas i przestrzeń, pozwala organizmowi działać na obrotach, które dziś kwituję prychnięciem i przewracam się na drugi bok.

Powrót do menu ↑

About Produkt pt. III

Cieszcie oczy rysunkami, pochylajcie karki nad listami, nie palcujcie szyb. Woziłem sporą część z tego, co tu widzicie na własnych plecach z miasta do miasta w dwóch krajach przez ponad dwie dekady.

Powrót do menu ↑

Postprodukt

8. Po zakończeniu (jak historia pokazała – iluzorycznym) wydawania magazynu w 2004, twórcy związani z magazynem kontynuowali swoją przygodę z treściami narracyjnymi na różnych – nie tylko komiksowym – polach. Do dziś działamy w animacji, gamedevie, reklamie, ilustracji książkowej, także dziecięcej. Produktywni nadal produkują!

Powrót do menu ↑

Postprodukt pt. II

Komiksy interesują na wszystkich tutaj zebranych najbardziej, to oczywiste. Ekipa pokazała światu dziesiątki albumów, także z bohaterami, którzy w Produkcie debiutowali: nowe przygody bohaterów Marka Lachowicza, braci Minkiewiczów, Osiedle Swoboda dostała drugie życie w serii, potem w OS: Centrum. KRL zawojował rynek co rusz dodrukowywaną “Łaumą”. FiL został absolutnym bogiem krajowego niezalu, powołując do życia Bazgrolle i przekuwając miłość do komiksu nieuczesanego w ideę Złotych Kurczaków. Filip Myszkowski poszedł w malarstwo, modelowanie 3D, muzykę i triki na desce.

Powrót do menu ↑

P-Lux

P-Lux pojawił się o dwie dekady za wcześnie. Pomysłem na ten swoisty spin-off magazynu było nawiązanie do tradycji magazynu z komiksem mainstreamowym, ale z “produktowym” twistem, czyli jednak trochę klniemy. Niestety idea z różnych przyczyn upadła po dwóch numerach, które kompletnie nie spięły się finansowo i magazyn nie zdążył jej zrealizować w kształcie, który mi się marzył.

Powrót do menu ↑

Produkt and Its Reception

10. O Produkcie pisano i mówiono sporo, także w prasie o wyższym nakładzie, szczególnie o pierwszych numerach, kiedy szok pod hasłem “to tak można?” nadal trzymał mocno. Pierwsze teksty spłynęły z paluszków Kuby Demiańczuka (dziś dział kultury Polityki) i Szymona Holcmana, jeszcze zanim stał się jedną z głów, odpowiedzialnych za linię wydawniczą Kultury Gniewu. Wiem, że Produkt przyciągnął także dzięki tym tekstom sporo, jak na możliwości naszego ryneczku, do samego komiksu. W niektórych przypadkach przywrócił na łono tych, którzy odpłynęli od medium po tym, jak nie mogli znaleźć w nim interesujących ich treści.

Powrót do menu ↑

Produkt and Its Reception pt. II

Odbiór magazynu i szum (szumik?) jaki wywołał mógł wywołać nutkę zazdrości u starszych, bardziej doświadczonych, także warsztatowo koleżanek (do policzenia na palcach jednej ręki) i kolegów (tutaj więcej dłoni potrzeba). Ten publicystyczny entuzjazm wrócił potem po latach, w próbach ugryzienia kwestii, czy magazyn miał jakiś wpływ na lokalną scenę. A jeśli tak, to jak duży? Ja sam, z braku dystansu, do dziś nie jestem w stanie ocenić jak mocne kręgi na wodzie uczyniliśmy, wrzucając ten kamlot do naszego bajorka. Intuicja podpowiada mi, że całkiem spore, skoro jesteście, drogie osoby zwiedzające, w tym konkretnym miejscu i towarzyszycie nam w tej niesamowitej przygodzie.

Powrót do menu ↑

Neoprodukt

I pyk! Dwadzieścia lat minęło. Nie spodziewałem się, że będę mógł po raz kolejny usiąść w wybornie niekomfortowym fotelu rednacza magazynu, ale na planszy zjawił się Marcin, najpierw urobił Szymona z Kultury Gniewu, potem urobił mnie, następnie wszystkich pozostałych z klasycznej ekipy (do #24) a potem komiksową młodzież młodszą i starszą (#25). Dzięki tym manewrom w magazynie pojawił się Arkadiusz “Kirkor” Klimek z “Baby Day”, naszym wspólnym komiksem, który miał pojawić się jeszcze w 2004. A reszta ekipa mogła zaprezentować swoje skille wyrobione przez minione dwie dekady.

Powrót do menu ↑

Neoprodukt pt. II

Moim skromnym zdaniem #24 był najlepszym numerem Produktu w wykonaniu klasycznej załogi i umrę broniąc tego zdania.

Powrót do menu ↑

Neoprodukt pt. III

Razem z #25 mieliśmy szansę dać więcej miejsca komiksującym dziewczynom, które stanowią dziś integralną część środowiska i w końcu mogliśmy zaprezentować na okładce niezwykłą pracę Joanny Karpowicz z cyklu o Anubisie. I to raczej nie będzie nasze ostatnie słowo.

Powrót do menu ↑

Studio Bonin

12. Cieszę się, że możecie duchem i ciałem uczestniczyć w symulacji miejsca, gdzie powstały numery magazynu, w których zadebiutował np. Kamil “Kurt: Kochański z “Gangstą”. A wy, drodzy zwiedzający, cieszcie się, że owa symulacja nie zawiera także zapachów, które nam w Studiu Bonin towarzyszyły w czasie tworzenia.

Powrót do menu ↑